Czas odpoczynku to często czas oddania się pasjom lub złapania kontaktu ze światem zewnętrznym. Tak się składa, że pasją wielu ludzi jest sport (piłka nożna), a w ustronnym miejscu, gdzie albo nie ma telewizora albo mówi on do nas w niezrozumiałym języku, sprawdzić, co dzieje się w świecie można przede wszystkim dzięki prasie. Dlatego dziennikarze mają wtedy pełne ręce roboty, ale z drugiej strony... nie mają o czym pisać. Nie jest to wszakże duży problem, bo zawsze można wystartować z tygodniowym cyklem artykułów pt.: "Jak oszczędzać wodę myjąc jednocześnie zęby i naczynia", publikować nie zawsze zrozumiałe i rzadko słuszne opinie czytelników na każdy temat, za pomocą prowokacji rozpętać jakąś aferę albo napisać kilka zdań wyssanych z palca, które mimo wszystko znajdą odbiorców.
Sportu wakacyjna posucha nie dotyczy tak mocno jak innych dziedzin życia, bo w końcu w lipcu i sierpniu odbywają się liczne imprezy cykliczne jak np. kolarski Tour de France czy siatkarska Liga Światowa. Ponadto 2008 to rok olimpijski. W sierpniu czekają miłośników rywalizacji prawie 3 tygodnie całodobowej uczty podczas której można nasycić się na zapas. W piłce nożnej jednak koniec czerwca i lipiec to czas, w którym dzieje się stosunkowo niewiele. Oczywiście, prawdziwy fanatyk znajdzie dla siebie zawsze coś do oglądania. Rozgrywki prowadzą ligi skandynawskie, rosyjska, austriacka, amerykańska, brazylijska i kilka innych. Poza tym sporo różnego rodzaju turniejów kontynentalnych (faza finałowa Copa Libertadores w Ameryce Południowej czy nasze EURO) i mistrzostw młodzieżowych. Wygląda to imponująco, ale wybór w porównaniu z trwaniem klasycznego sezonu w Europie jest skromny.
Znam ludzi, którzy gardzą rozgrywkami niższej kategorii i czekają na pierwsze mecze w Premiership, La Liga, Lidze Mistrzów itd. Można się im dziwić, ale można też uznać ich za grupę dominującą i spróbować na nich zwyczajnie zarobić. W końcu rzecz oczywista, że fascynacja wielką piłką nie trwa 10, tylko 12 miesięcy w roku. Przerwa w rozgrywkach jest wbrew pozorom czasem wzmożonej aktywności dla klubów. W lipcu otwiera się okno transferowe w większości lig, z tego korzystają prezesi i trenerzy, którzy chcą w ośrodkach pracy zaprowadzić porządki, przeprowadzić zmiany, aby zrealizować wyznaczone cele w nowym sezonie.
Dla nich to specjalny okres, tak samo od kilku lat dla mediów, które stały się dzięki swoim wpływom integralnym elementem układanki. Ich udział w jej strukturze staje się większy z roku na rok. Dlaczego? Z uwagi na siłę słowa i pisma, które dociera do milionów ludzi. Bardzo popularne określenie Czwarta władza nie powstało przypadkowo. Monteskiusz podzielił władzę na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Nie przewidział, że Konstytucja RP z 1997 i setki innych tego dokumentów na całym świecie dzięki zapisowi o wolności mediów stworzą nowy ośrodek wpływania na obywateli. Dobrze, tylko co wspólnego ma to np. z transferem Ronaldinho do Milanu z tego tygodnia?Trudno ocenić ten wpływ w procentach, ale agenci piłkarscy, zazwyczaj główni zwolennicy częstego transferowania swoich podopiecznych z klubu do klubu znaleźli sprzymierzeńców właśnie w dziennikarzach. Jak przyznał szef działu sportowego jednego z najbardziej poważanych brytyjskich dzienników The Times większość informacji o możliwych ruchach transferowych pochodzi właśnie od agentów. W związku z czym historie z tylnych okładek spełniają się umiarkowanie rzadko. Ale w końcu agentom i samym piłkarzom nie zależy na wiarygodności informacji prezentowanych w gazetach, tylko na własnych korzyściach, czyli w tym przypadku pieniędzach i innych bonusach wynikających ze zmiany otoczenia.
Dziennikarze mogą, rzecz jasna, traktować agentów jako źródła informacji, ale raczej niepewne. Bo powtarzanie za agentem kolejnych plotek bez jakiejkolwiek weryfikacji potrafi wpłynąć ujemnie na odbiór dziennika przez czytelnika. Jest to jednak na tyle niewielka przeszkoda, że większość redakcji stara się ją ignorować, bo w końcu chodzi o zadowolenie czytelnika. A jak wskazują statystyki udostępnione przez szefa działu sportowego witryny BBC w wywiadzie dla audycji World Football, podstrona serwisu z plotkami transferowymi jest nie tylko jedną z najchętniej odwiedzanych w sekcji sportowej, ale również w całym BBC Online, którego objętość jest trudna do ogarnięcia.
Pomimo codziennych doniesień o postępach (na razie żadnych?) w sprawie przenosin Cristiano Ronaldo do Realu Madryt, ludzie chcą więcej i więcej informacji. Przy okazji wydaje się, że nie zważają na ich prawdziwość, a kolejne rzucane w przypadkowej kolejności liczby - 60-80-100 mln euro przyprawiają ich o szybsze bicie serca. Tworzenie informacji od widza, to częste zarzuty wysuwane np. wobec TVP, która ma realizować misję programową. Dziennikarze każdego z tytułów prasowych mają natomiast wybór - mogą starać się selekcjonować informacje rzetelnie albo przepuszczać przez sito pogłoski, o których się filozofom nie śniło i zarabiać na ludzkiej ciekawości. Tak samo wybór mam ja, ty, on, ona, ono. Możemy wspierać i nakręcać kampanię rozpowszechniania czegoś, co w Polsce nazwiemy gówno prawdą, w Anglii bullshitem, a w Niemczech scheiße, możemy też omijać plotki na miarę Życia na gorąco z daleka i skupić się na tym, co w futbolu istotne - golach, umięjętnościach, rywalizacji. Ja już wybrałem. Twoja kolej.


