Helsingborg - miasto w południowej Szwecji. 4 km dalej na zachód, za cieśniną Oresund - duńskie Helsingor. W Helsingborgu 90 tysięcy mieszkanców. Stare budynki, wąskie uliczki i szerokie aleje. Drużyna futbolowa. Ostatnia wymieniona ratuje wizerunek miasta. Helsingborgs IF, na pierwszy rzut oka też coś przeciętnego. Od utworzenia w 1907 roku zdobyła 6 tytułów mistrza i 3 razy Puchar Szwecji. Ostatnie zwycięstwo w Allsvenskan w 1999 roku. Ale później awans do Ligi Mistrzów (sezon 2000/01) po wyelimowaniu w III rundzie kwalifikacyjnej Interu (z Włoch, nie z Finlandii). Wreszcie przyszły lata chude. Wiosna 2006 nie zmieniła sytuacji. Niepowodzenia w lidze, seria nieudanych meczów derbowych przeciwko Malmö FF. Coś się rusza po Mistrzostwach Świata. Do klubu przybywa 53-letni angielski szkoleniowiec - Stuart Baxter. Nie on jest jednak najważniejszy.
13 lat minęło odkąd miejsce na niebie zmieniła najjaśniejsza gwiazda w
Jak się później okazało, zwycięstwo w pucharze pozwoliło osłodzić niepowodzenia sezonu 2007. Helsingborgs skończył rozgrywki Allsvenskan (dosłownie: "Całkowicie szwedzka") na ósmym miejscu w stawce czternastu zespołów. Kibice czują jednak zadowolenie i dumę, bo drużyna pokazuje to, co ma najlepszego w Europie. W eliminacjach do Pucharu UEFA Helsingborgs zdemolował Trans z Estonii (9:0 w dwumeczu) i rozprawił się z irlandzką Droghedą. Przystąpić do gry w fazie grupowej pozwoliło zwycięstwo we wspaniałym dwumeczu nad Heerenveen (stosunek goli: 8-6) w I rundzie. Ekipa ze Szwecji nie wyhamowała, w 3 meczach grupowych zdobyła 7 punktów.
Możliwe, że w styczniu 2008 i kolejnych miesiącach Razak będzie musiał obyć się bez wsparcia Larssona nie tylko w reprezentacji Beninu. Nie ze na kontrakt z nowym klubem, który z pewnością wkrótce podpisze, ale umowę Szweda. Traci ona ważność z końcem 2007 roku. Larsson nie podjął jeszcze decyzji dotyczącej nowego kontraktu. Zapewnia, że poinformuje o niej tak szybko jak to możliwe. Z tego względu wyjazdowy mecz z FC Girondins de Bordeaux (6 grudnia), mało istotny z uwagi na pewny awans Helsingborgsa, może nabrać nowe znaczenie jako pożegnanie legendy.
Można dyskutować, gdzie kibice uwielbiają Larssona najbardziej. Jedną z odpowiedzi jest Celtic Park w Glasgow. Kibice Celticu pożegnali się z Henrikiem już 3,5 roku temu, ale wciąż o nim pamiętają. Od lata 2004 szukają kandydata na nowego bohatera. Na potencjalnego zastępcę Szweda w Szkocji wybrany przez Gordona Strachana został Maciej Żurawski. Kwota transferu była blisko 5 razy wyższa od sumy, którą klub wyłożył na Larssona 8 lat wcześniej.
Co dzieli dwie kariery, które zdają się do pewnego momentu podobne? Wiek. Henka przybył do Celticu w wieku 26 lat, a więc najwyższy punkt kariery przypadał na lata po kontuzji. U Magica jest odwrotnie. Lekkie urazy symbolicznie zamknęły okres, w którym przestał zyskiwać, a zaczął tracić. Lepszy fizycznie i piłkarsko już nie będzie. Tymczasem walory atletyczne są ważniejsze z każdym sezonem. W takim kierunku ewoluuje futbol. Żuraw traci podwójnie - starzeje się, a kondycję na poziomie meczowym można podtrzymać wyłącznie przez... udział w meczach. Obserwując kadrę Celticu można odnieść wrażenie, że Polak wypadł z obiegu. Jego 3-letni kontrakt wygasa za pół roku i wygląda na to, że Strachan będzie wolał zainwestować pieniądze w kogoś młodszego, u progu kariery, a nie "sponsorować" starszego zawodnika, który, najprościej mówiąc, legendą w Celticu już nie zostanie.
Smutna rzeczywistość, bo mało jest osób, które Żurawiowi źle życzyły. Rozstał się z Wisłą i kibicami w przyjaznych stosunkach, w okolicznościach innych niż np. Tomasz Frankowski. Często mówi się, że gracze z polskiej ligi niepotrzebnie spieszą się z wyjazdem za granicę, rzucają się w pogoń za pieniędzmi. Są oskarżani, że wcale nie chodzi im o "rozwój piłkarski". Tak, często, nawet za często jest to prawdą. Ale przykład Żurawskiego ilustruje, że można przesadzić także w drugą stronę. Maciej pozostanie legendą w Wiśle Kraków, zapamiętany jako zawodnik przydatny dla reprezentacji, ale mam poczucie, że jego umiejętności pozwalały na osiągnięcie czegoś więcej. Niestety, i ja, i kibice, i trenerzy, i dziennikarze pozostaną przy przeczuciu. Życie rządzi się czasami prawami takimi jak "Familiada" czy "Jeden z dziesięciu" - CZAS MINĄŁ.
Te wszystkie racjonalne argumenty, które sam przedstawiłem i co do których jestem pewny, nie zmienią jednak mojego nastawienia. Dzisiaj w meczu z Hearts, jeszcze raz będę wypatrywał Żurawskiego w jedenastce Celticu. I kolejny raz (nie ostatni) liczę na to, że strzeli tę jedną bramkę, która być może da mu szansę na strzelenie kolejnych. I nadal widzę go jako kapitana reprezentacji Polski, która wygrywa Euro 2008. Tak, wiem - CZAS MINĄŁ.
1 komentarz:
Szkoda Żurawia. Początek miał obiecujący, ale później wszystko potoczyło się nie po jego myśli. Chyba faktycznie masz racje pisząc, że za późno opuścił Kraków.
Prześlij komentarz