sobota, 1 grudnia 2007

Król Henryk i kandydat na króla

Helsingborg - miasto w południowej Szwecji. 4 km dalej na zachód, za cieśniną Oresund - duńskie Helsingor. W Helsingborgu 90 tysięcy mieszkanców. Stare budynki, wąskie uliczki i szerokie aleje. Drużyna futbolowa. Ostatnia wymieniona ratuje wizerunek miasta. Helsingborgs IF, na pierwszy rzut oka też coś przeciętnego. Od utworzenia w 1907 roku zdobyła 6 tytułów mistrza i 3 razy Puchar Szwecji. Ostatnie zwycięstwo w Allsvenskan w 1999 roku. Ale później awans do Ligi Mistrzów (sezon 2000/01) po wyelimowaniu w III rundzie kwalifikacyjnej Interu (z Włoch, nie z Finlandii). Wreszcie przyszły lata chude. Wiosna 2006 nie zmieniła sytuacji. Niepowodzenia w lidze, seria nieudanych meczów derbowych przeciwko Malmö FF. Coś się rusza po Mistrzostwach Świata. Do klubu przybywa 53-letni angielski szkoleniowiec - Stuart Baxter. Nie on jest jednak najważniejszy.

13 lat minęło odkąd miejsce na niebie zmieniła najjaśniejsza gwiazda w historii kraju. Kibice liczyli, że kiedy pokona pełną drogę po nieboskłonie, oczaruje najpierw Europę, a później świat, przybędzie tutaj, aby zaświecić jeszcze raz. Po latach oczekiwania miasto odżyło. W glorii, po oświetleniu szczytu piłki nożnej klubowej przybył on: Król Henryk. Nie wykorzystał całej swojej energii, zaczął ją przekazywać klubowi, w którym futbol doświadczył jej po raz pierwszy. Drużyna zaczęła wygrywać. Helsingborgs pokonał w lidze 3:2 IFK Göteborg i zajął czwarte miejsce na koniec sezonu. W klubowej siedzibie, 8 lat po poprzednim triumfie, stanął trzeci puchar kraju.

Jak się później okazało, zwycięstwo w pucharze pozwoliło osłodzić niepowodzenia sezonu 2007. Helsingborgs skończył rozgrywki Allsvenskan (dosłownie: "Całkowicie szwedzka") na ósmym miejscu w stawce czternastu zespołów. Kibice czują jednak zadowolenie i dumę, bo drużyna pokazuje to, co ma najlepszego w Europie. W eliminacjach do Pucharu UEFA Helsingborgs zdemolował Trans z Estonii (9:0 w dwumeczu) i rozprawił się z irlandzką Droghedą. Przystąpić do gry w fazie grupowej pozwoliło zwycięstwo we wspaniałym dwumeczu nad Heerenveen (stosunek goli: 8-6) w I rundzie. Ekipa ze Szwecji nie wyhamowała, w 3 meczach grupowych zdobyła 7 punktów.

Siłę maszynie dostarcza Henrik Larsson, który ustrzelił w pięciu meczach 5 bramek. U jego boku pojawił się ktoś, kto może osiągnąć wiele, być może więcej od najlepszego piłkarza Szwecji wszechczasów. Razak Omotoyossi, urodzony w Lagos reprezentant Beninu. Zdobył pierwszego gola dla Beninu w historii startów w Młodzieżowych Mistrzostwach Świata. Teraz strzela dla seniorów. Rozegrał dla Helsingborgsu 34 mecze i zdobył już 23 gole. Ma 22 lata - tyle samo, ile Larsson, kiedy odchodził do Feyenoordu. Henrik w swoich 56 meczach w domowym klubie pokonał bramkarzy okrągłe 50 razy. Kto wie, czy w połowie 2008 roku na kolejny stopień kariery nie wespnie się Omotoyossi. Benińczyk jest na razie jednym z powodów, dla których warto oglądać na przełomie stycznia i lutego Puchar Narodów Afryki Ghana 2008.

Możliwe, że w styczniu 2008 i kolejnych miesiącach Razak będzie musiał obyć się bez wsparcia Larssona nie tylko w reprezentacji Beninu. Nie ze na kontrakt z nowym klubem, który z pewnością wkrótce podpisze, ale umowę Szweda. Traci ona ważność z końcem 2007 roku. Larsson nie podjął jeszcze decyzji dotyczącej nowego kontraktu. Zapewnia, że poinformuje o niej tak szybko jak to możliwe. Z tego względu wyjazdowy mecz z FC Girondins de Bordeaux (6 grudnia), mało istotny z uwagi na pewny awans Helsingborgsa, może nabrać nowe znaczenie jako pożegnanie legendy.

Można dyskutować, gdzie kibice uwielbiają Larssona najbardziej. Jedną z odpowiedzi jest Celtic Park w Glasgow. Kibice Celticu pożegnali się z Henrikiem już 3,5 roku temu, ale wciąż o nim pamiętają. Od lata 2004 szukają kandydata na nowego bohatera. Na potencjalnego zastępcę Szweda w Szkocji wybrany przez Gordona Strachana został Maciej Żurawski. Kwota transferu była blisko 5 razy wyższa od sumy, którą klub wyłożył na Larssona 8 lat wcześniej.

Początek Żurawia był obiecujący, ponieważ grał... słabo. Tak samo rozpoczęła się przygoda Króla królów w Glasgow. W pierwszym meczu ligowym Larsson zaliczył asystę... przy bramce przeciwników, a w debiucie na arenie europejskiej strzelił bramkę... samobójczą. Żurawski nie zaczął tak spektakularnie, ale po kilku tygodniach nawiązał do formy strzeleckiej poprzednika. Szwed debiutancki sezon zakończył przerwaniem passy mistrzowskiej Rangersów, podobnie było w przypadku Polaka. Larsson zdobył wtedy dla Celticu 16 goli. Ile goli strzelił Żurawski? 16. 1999 rok nie wiąże się z miłymi wspomnieniami dla Szweda. Złamanie nogi w dwóch miejscach, kariera sportowa pod znakiem zapytania i ośmiomiesięczna przerwa. Polak znowu miał więcej szczęścia, bo kontuzje, z którymi walczył nie były poważne. Skutecznie przeszkodziły mu jednak w ustabilizowaniu dyspozycji i sezon 2006/2007 to tylko +10 na koncie. To, co najlepsze czekało na Larssona w dalszym ciągu. Żurawski znalazł się w najtrudniejszym momencie pobytu w Glasgow.

Co dzieli dwie kariery, które zdają się do pewnego momentu podobne? Wiek. Henka przybył do Celticu w wieku 26 lat, a więc najwyższy punkt kariery przypadał na lata po kontuzji. U Magica jest odwrotnie. Lekkie urazy symbolicznie zamknęły okres, w którym przestał zyskiwać, a zaczął tracić. Lepszy fizycznie i piłkarsko już nie będzie. Tymczasem walory atletyczne są ważniejsze z każdym sezonem. W takim kierunku ewoluuje futbol. Żuraw traci podwójnie - starzeje się, a kondycję na poziomie meczowym można podtrzymać wyłącznie przez... udział w meczach. Obserwując kadrę Celticu można odnieść wrażenie, że Polak wypadł z obiegu. Jego 3-letni kontrakt wygasa za pół roku i wygląda na to, że Strachan będzie wolał zainwestować pieniądze w kogoś młodszego, u progu kariery, a nie "sponsorować" starszego zawodnika, który, najprościej mówiąc, legendą w Celticu już nie zostanie.

Smutna rzeczywistość, bo mało jest osób, które Żurawiowi źle życzyły. Rozstał się z Wisłą i kibicami w przyjaznych stosunkach, w okolicznościach innych niż np. Tomasz Frankowski. Często mówi się, że gracze z polskiej ligi niepotrzebnie spieszą się z wyjazdem za granicę, rzucają się w pogoń za pieniędzmi. Są oskarżani, że wcale nie chodzi im o "rozwój piłkarski". Tak, często, nawet za często jest to prawdą. Ale przykład Żurawskiego ilustruje, że można przesadzić także w drugą stronę. Maciej pozostanie legendą w Wiśle Kraków, zapamiętany jako zawodnik przydatny dla reprezentacji, ale mam poczucie, że jego umiejętności pozwalały na osiągnięcie czegoś więcej. Niestety, i ja, i kibice, i trenerzy, i dziennikarze pozostaną przy przeczuciu. Życie rządzi się czasami prawami takimi jak "Familiada" czy "Jeden z dziesięciu" - CZAS MINĄŁ.

Te wszystkie racjonalne argumenty, które sam przedstawiłem i co do których jestem pewny, nie zmienią jednak mojego nastawienia. Dzisiaj w meczu z Hearts, jeszcze raz będę wypatrywał Żurawskiego w jedenastce Celticu. I kolejny raz (nie ostatni) liczę na to, że strzeli tę jedną bramkę, która być może da mu szansę na strzelenie kolejnych. I nadal widzę go jako kapitana reprezentacji Polski, która wygrywa Euro 2008. Tak, wiem - CZAS MINĄŁ.