piątek, 23 listopada 2007

Argentyna za pięć dwunasta

Za 3 dni argentyńska Apertura będzie o kolejkę bliżej od rozstrzygnięcia. Tak jest prawie każdego tygodnia, to logiczne. Ten weekend może być jednak przełomowy. Zwycięzca ligi otwarcia będzie znany w przyszłą niedzielę - 2 grudnia. 10 kolejnych dni będzie szczególnie ważnych dla drużyn: Lanús, Boca i Tigre. Właściwie już tylko one mogą liczyć na zwycięstwo w klasyfikacji. Karty w rywalizacji ma szansę rozdawać Argentinos Jr. Juniors zmierzą się jeszcze z dwoma pretendentami do triumfu, zajmują obecnie piąte miejsce w tabeli, 2 punkty za plecami Tigre. Właśnie ekipie z trzeciego miejsca przypisuje się najmniej szans na zdobycie tytuły. Powodów jest kilka. El Matador (Tigre) traci do lidera z prowincji Buenos Aires (Lanús) aż 5 punktów. Jest beniaminkiem i to przez wielkie "B", bo awans do Primera División uzyskał po 27 (!) latach gry w niższych klasach. Po trzecie finisz rozgrywek nie będzie dla podopiecznych Diego Cagny spacerkiem.

Pewnym łupem dla Tygrysów będzie dzisiejszej nocy ekipa Rosario Central, która prawdopodobnie zakończy rozgrywki na ostatnim miejscu. Później schody na szczyt będą już strome i kręte. Tigre podejmie u siebie najbardziej utytułowany (razem z Milanem) klub na świecie - Boca, a następnie czeka na nich wyjazdowa konfrontacja ze wspomnianymi Argentinos. Boca jest poważnym zagrożeniem dla Lanús i tylko 9 "świeżych" punktów pozwoli na coś więcej niż nastraszenie liderów, a Argentinos to typowa drużyna własnego boiska (7 zwycięstw w 9 meczach, 80 procent całości punktów w domu). Tigre może, a nawet powinno zabraknąć doświadczenia. Przed nimi olbrzymie wyzwanie i świadomość, że niepowodzenie w tej części sezonu, może w kolejnych miesiącach zepchnąć ich ambicje do obrony przed przykrym powrotem do Primera B Nacional.

Przed Bocą oprócz wyjazdu na mecz z beniaminkiem, starcie z niespodziewanymi finalistami Copa Sudamericana (odpowiednik Pucharu UEFA w Ameryce Południowej) - Arsenal de Sarandi (niedziela, 25 listopada) i wielki finał, na La Bombonera 2 grudnia przyjeżdżają Lanus. Pojedynek, który w zależności od wyników wcześniejszych meczów może zadecydować o tytule, zamknie rozgrywki dla obu drużyn. Jest on jednak wpisany do terminarza 18. kolejki. Skąd ta różnica? Po prostu 19. runda zostanie rozegrana w środku tygodnia, rozdzielając 17. i 18. serię. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie. Na początek grudnia przypadają w tym roku Klubowe Mistrzostwa Świata FIFA, w których zwycięzca Copa Libertadores 2007 - Boca Juniors reprezentuje Amerykę Południową. Zdobywcy Pucharu Wyzwolicieli otrzymali w związku z tym od miejscowej federacji (AFA) przywilej przełożenia dowolnego spotkania. Wybór padł na spotkanie z Tigre, które przesunięto z 9 grudnia na 28 listopada. Lanús nie chciał być traktowany inaczej niż Boca i wynegocjował przeniesienie konfrontacji z Gimnasia La Plata.

Teoria jest łaskawa dla liderów. Pozwala im śmiało myśleć o tytule. Na drodze stoi już tylko praktyka. Czy to wystarczająca przeszkoda? Goście na La Fortaleza nie powinni stawiać oporu. Argentinos zdobyli w sezonie poza domem zaledwie 5 punktów, Gimnasia zatrzymała się oczko wyżej. Jeżeli Boca dotrzyma kroku, to w pierwszą niedzielę grudnia wystarczy nie przegrać. I to właściwie jedyny znak zapytania w wyzwaniu klubu z prowincji. Obie drużyny rozegrają dodatkowy mecz o tytuł, jeżeli po 19 meczach zrównają się punktami.

Tymczasem długa podróż do Japonii czeka zespół Miguela Angela Russo na tydzień przed półfinałem międzynarodowego turnieju, czyli 5 grudnia. Boca bez względu na wyniki wróci do Argentyny nie wcześniej niż 17 grudnia, ponad tydzień po kulminacji Apertury. Otwarte jest pytanie, kiedy zostanie rozegrane ewentualne dodatkowe spotkanie. Wiele wskazuje na to, że jeszcze przed odlotem do Azji (4 grudnia to jedyny termin brany pod uwagę w tej opcji).

Czego można oczekiwać od Boci w Tokio i Yokohamie? Wydaje się, że nawet triumfu. Patrząc na wyniki z poprzednich lat, uważanym za najsilniejsze drużynom ze Starego Kontynentu ciężko przychodzi wygrywanie z rywalami z innych kontynentów. Brak motywacji, zmęczenie czy gorsza klasa piłkarska? Przychylam się ku pierwszemu wyznacznikowi. Pomimo olbrzymiej ilości talentów w południowoamerykańskiej piłce i tak wyróżniający się piłkarze wcześniej lub później trafiają do Europy. Zmęczenie byłoby dobrym usprawiedliwieniem, gdyby nie... napięty terminarz w Argentynie, o którym wcześniej pisałem. Liderzy ekip z różnych zakątków świata, mając w perspektywie transfer do bogatszych lig starają się za dwóch, maja przewagę psychologiczną. Dlatego zagadką pozostaje Milan, którego trzon stanowią gracze doświadczeni i utytułowani. Pozostałe drużyny to inny świat. Boca spośród uczestników mistrzostw posiada najlepsze wyważenie 3 czynników: motywacja, przygotowanie fizyczne, umiejętności. W turniejach 2005 i 2006 dwa razy finały gościły reprezentantów Ameryki Południowej i Europy. Dwa razy zdobywcy Ligi Mistrzów UEFA wracali do domu na tarczy. Podobnie może być i tym razem.

Pomimo całej otoczki nie walka o tytuł krajowy ani światowy przyciąga uwagę kibiców Boci. Odżył bowiem temat transferu definytywnego Juana Riquelme. Sytuacja rozgrywającego reprezentacji Argentyny jest zadziwiająca i jednocześnie ekscytująca przynajmniej od półtora roku. Momentem zwrotnym w pełnej sukcesów karierze Romana w Villareal był półfinałowy dwumecz Ligi Mistrzów sezonu 2005/06 przeciwko Arsenalowi. W ostatnich sekundach rewanżowego spotkania Riquelme nie wykorzystał rzutu karnego, który mógł zapewnić Żółtej łodzi podwodnej awans do finału. Kolejny sezon rozpoczął się od kłótni z prezesem i trenerem klubowym, co nie zmieniło się już do samego końca pobytu w Hiszpanii. Roman przestał grać i w lutym br. na mocy pięciomiesięcznego wypożyczenia znalazł się w Buenos Aires. Stanowił wraz z Rodrigo Palacio i Martinem Palermo o sile ataku stołecznego klubu, wybrany na MVP edycji 2007 Copa Libertadores. Uczestniczył w Copa America, gdzie osiągnął z reprezentacją finał, a po powrocie do Hiszpanii... przestał grać, ponownie. Ciężki stan trwa do dzisiaj. Roman gra co kilka tygodni, tylko dla drużyny narodowej. Pomimo braku praktyki meczowej strzelił 4 bramki w 4 meczach. Miłośnicy talentu Riquelme wzdychają i modlą się o poruzmienie, które pozwoli znowu zobaczyć piłkarza akcji w regularnych odstępach czasu (mniejszych niż 2 miesiące). Kilka dni temu o zawarciu ostatecznej umowy było głośno. Kluby znalazły rozwiązanie, potrzebna była tylko zgoda piłkarza. Potrzebna jest nadal, bo Roman wciąż mówi o pieniądzach, które należą mu się z tytułu kontraktu w Villareal. Jak długo potrwa impas? O tym wie tylko piłkarz. Bez chęci do gry, nadal będzie pobierał pensję za treningi w słonecznej prowincji Castellón.

Jaka atmosfera panuje w innym wielkim klubie z Buenos Aires? Wyczekiwania. Wyczekiwania na nowego trenera. River Plate pozostaje kolejny rok bez tytułu na szczeblu seniorskim. Ostatnim z nich była Clausura 2004. Od tego czasu minęło 3,5 roku. Na przerwanie passy liczył w tym sezonie Daniel Passarella. Obiecał, że zrezygnuje z posady, jeśli nie zdobędzie żadnego trofeum w 2007 roku. Słowa dotrzymał, odszedł po przegranym półfinale Copa Sudamericana przeciwko Arsenalowi. W lidze Los Millonarios zajmują siódmą lokatę i nie mają nawet matematycznych szans na zdobycie tytułu. Pracy dla prezesa José Maríi Aguilara odmówiło już dwóch trenerów. Najpierw "nie" powiedział były kapitan reprezentacji Argentyny - Diego Simeone. Znany z cech przywódczych, twardego charakteru 37-letni trener odniósł błyskawiczny sukces. Z Estudiantes sięgnął w 2006 roku po zwycięstwo w Aperturze, a w czasie swojego władania rozgromił i upokorzył (7:0 w derbach) arcyrywali - Gimnasię LP. El Cholo jest nadal trenerem w klubie z La Platy i nie zamierza ryzykować swojej reputacji wśród tamtejszych kibiców przez nagłe odejście. Na posadę nie połakomił się również Ramon Diaz. Jest to decyzja, która wydawała się oczywista, ale w miarę negocjacji kibice zapałali nadzieją, która szybko zgasła. Ramon Diaz był już trenerem River. W 2002 roku po zdobyciu tytułu nie przedłużono z nim kontraktu. Autorem decyzji był aktualny prezes klubu. Panowie nie szczędzili sobie od tego czasu ostrych słów. Aguillar stwierdził nawet, że za jego prezesury noga Diaza więcej w klubie nie stanie i wszystko wskazuje na taki bieg wypadków. Tym razem decyzję podjął trener, a nie jego potencjalny pracodawca. Kibice odczują to podwójnie, gdyż wraz z powrotem Diaza pojawiła się szansa na transfer Andresa D'Allesandro. Zadecydować miała przyjaźń pomiędzy trenerem, a wciąż młodym talentem. Tymczasem ta sama przyjaźń może zadecydować, że D'Allesandro trafi w styczniu do... San Lorenzo. Na stanowisko trenera nie ma obecnie faworyta. Wśród dziennikarzy wymienia się nazwiska: Claudio Borghi, Leonardo Astrada, Omar Labruna i Americo Gallego. Tymczasowo funkcję pełni trener drużyny rezerw - Jorge Gordillo i możliwe, że z braku innych możliwości zostanie tak na dłużej.

Brak komentarzy: