
El Hadji Diouf zagrał wczoraj 90 minut jako kapitan reprezentacji Senegalu w meczu Pucharu Narodów Afryki przeciwko Tunezji. Co jest w tym wydarzeniu wartego uwagi? Bezpośrednio nic, ale łańcuch zdarzeń, który doprowadził do tego prostego faktu jest długi i barwny jak anielski włos na choince w czasie świąt Bożego Narodzenia. Nie tylko wyróżnia się wśród innych ciągów (bombek i cukierków), ale jest w nim tyle zwrotów akcji, ile w skarpecie prezentów, a oplata karierę zawodnika niczym rzeczona ozdoba również rzeczone drzewo.
Piłkarski świat poznał napastnika z Dakaru podczas Mistrzostw Świata w 2002 roku. Wcześniej znali go kibice we Francji. Reprezentacja Senegalu była sensacją turnieju. W meczu otwarcia rozprawiła się z broniącymi tytułu Francuzami, a swój udział w azjatyckim czempionacie zakończyła dopiero na ćwierćfinale. Diouf wyróżniał się, a błysk szczególnie przykuł uwagę Liverpoolu. Po wpłacie 10 mln funtów na konto RC Lens, Diouf przeniósł się do Anglii. Był to głośny transfer. Od tego czasu przeciętni kibice mogliby zdążyć zapomnieć o zawodniku z Senegalu. Diouf w Liverpoolu się nie sprawdził, oczekiwano od niego wyższego poziomu gry. Innymi słowy: zginął w ogromie talentów Premier League. Kibice jednak nie zapomnieli. Diouf im na to nie pozwolił. Wygląda na to, że jest piłkarzem zapobiegliwym i aby móc swobodnie zredagować po zakończeniu kariery swoją autobiografię, postanowił zawczasu zadbać o fabułę dzieła. O wątek główny zadbał nie tylko piłkarz (podczas mundialu w Azji), ale i jego menedżer (po mundialu). O wątki poboczne zadbał już sam El Hadji. Postawił na gatunek sensacyjny. Każdy epizod, wliczając konsekwencje, może być dobrym materiałem na nowelę lub opowiadanie.
Ale zaczęło się od... science-fiction. Bo oto we wrześniu 2002 roku El Hadji Ousseynou Diouf zniknął. Został powołany do udziału w zgrupowaniu reprezentacji Senegalu i wyjechał z Anglii. Tutaj kończą się fakty, a domysły zaczynają budować napięcie. A czyż suspens nie jest tym elementem literatury, który sprzedaje miliony egzemplarzy książek? W 2002 roku klub zawodnika twierdził, że Diouf udał się do Senegalu, żeby zobaczyć się z ojczymem, który umiera na raka. Fani wyłowili go wśród gości restauracji w Dakarze, wygwizdali i zmusili do opuszczenia lokalu. Nasz główny bohater znalazł dla siebie wytłumaczenie: Nie powinienem był być powołany. Gram ostatnio za dużo. Muszę myśleć o klubie. Miejscowa gazeta przebiła wszystkie inne źródła. Według jej informacji, piłkarz spieszył do domu, aby wziąć udział w uroczystościach religijnych. Ten fragment autobiografii może być efektowny. Nikt nie gwarantuje, że czytelnicy poznają prawdę, ale można liczyć na jeszcze bardziej nieprawdopodobną wersję wydarzeń, co nada książce szlif humorystyczny.
Mijają 2 miesiące, przychodzi ochłodzenie. Nie tylko na dworze jest chłodniej, ale i Diouf nie dogaduje się dobrze z trenerem. Mecz z West Ham spędza na ławce rezerwowych. Po meczu klub znowu wydaje oświadczenie w sprawie zawodnika: Diouf nie opluł ani nie plunął w kierunku fanów West Ham. Grupa kibiców z Londynu przeżyła niezwykłe chwile. Ulegli hipnozie, plunięcia nie było. Działacze byli przekonani o niewinności Senegalczyka do tego stopnia, że według niepotwierdzonych informacji zamierzano wydać kolejne oświadczenie: Klub Liverpool FC kategorycznie zaprzecza, że organizm El-Hadji Ousseynou Dioufa wytwarza ślinę. Autobiografia nabiera rumieńców: pojawia się wątek kryminalny, zjawisko paranormalne oraz problem zbrodni i kary.
Minął kolejny miesiąc, opublikowane zostały wyniki dochodzenia policyjnego. Liverpool nadal twierdził, że fanom West Ham wszystko się wydawało, ale przyznał (pośrednio), że organizm Dioufa jednak produkuję ślinę. Policja po miesiącu badań umorzyła śledztwo. Zabrakło dowodu (zapadł się pod ziemię?). Jak dotąd, zło nie zostało ukarane. Czy dobro ostatecznie zwycięży?
Ale kto tutaj jest dobrym, a kto złym? Kolejna dobra cecha powieści - wielowymiarowość postaci. A najlepszym jej odzwierciedleniem będzie wydarzenie z marca 2003 roku. Diouf był grzeczny jak aniołek przez całe 4 miesiące. Podczas meczu Pucharu UEFA nie wytrzymał jednak i opluł na Celtic Park jednego z kibiców gospodarzy zasiadających w pierwszym rzędzie. Po meczu skarżył się, że fan klepał go po głowie, na co zapewne nie pozwoliłby sobie poza stadionem. Celtic za zachowanie kibiców został ukarany grzywną 2300 funtów, Dioufa zawieszono na 2 mecze i pozbawiono dwóch "tygodniówek". Czy to powstrzyma krewkiego Afrykańczyka od uczestniczenia w podobnych incydentach w przyszłości? (Znowu kryminał pełną gębą - zamiast powracającego mordercy lub gwałciciela, mamy nieokiełznanego śliniacza).
Oprócz kilku spotkań w sądzie w sprawie wydarzenia z Glasgow, Diouf zmienił się nie do poznania (na prawie pełny rok kalendarzowy). W klubie prawie zapomnieli o jego przeszłości. Ale tylko dlatego, że Senegalczyk postanowił rozwinąć wątek reprezentacyjny. Jako statystów w epizodach na Czarnym Lądzie upodobał sobie Tunezyjczyków. To oni byli świadkami niezadowolenia El Hadjiego z przebiegu ćwierćfinałowego spotkania Pucharu Narodów Afryki. Złość Dioufa musiała gdzieś znaleźć swoje ujście. Nie była to jednak ziemia, słupek bramki, ani nawet przeciwnik. Piłkarz zaprezentował bezpośredniość i łatwość w nawiązywaniu kontaktów i wyjawił sędziemu spotkania (Ali Bujsaim) całą prawdę. Prawda nie spodobała się nie tylko sędziemu, ale i oficjelom z CAF, którzy nałożyli na piłkarza czteromeczową karę zawieszenia. Potencjalna książka Dioufa zyskuje cechy Biblii - Diouf cierpi za wszystkie grzechy (martyrologia).
Pomimo, że ostatnia przygoda nie dotknęła w sposób bezpośredni Liverpoolu, to nowy menedżer angielskiego klubu Rafael Benitez podjął decyzję o wypożyczeniu, a następnie sprzedaży Dioufa do Boltonu (motyw wygnania). Był to istotny moment w karierze piłkarza, ale nie na tyle istotny, żeby nie można go było podkreślić jeszcze mocniej. Po kolejnym "śliskim" problemie (tym razem opluty poczuł się fan Middlesbrough), przed świtem w niedzielę 30 października 2005 bohater został zatrzymany przez policję drogową. Fanów talentu Dioufa raczej zdziwić nie mógł wynik zdarzenia. Kontrola wykryła obecność alkoholu w organiźmie kierowcy. Wprawdzie wcześniej Senegalczykowi ten problem był obcy, ale jeszcze we Francji zdarzyło mu się wjechać w inny samochód. Pech sprawił, że kierowca tamtym razem nie miał prawa jazdy. Byłem wtedy głupi i niedojrzały - mówił w wywiadzie i zapewne wiedział, że popełnianie wykroczeń będzie jeszcze bardziej kuszące dla wydawnictwa, jeżeli po każdym incydencie pechowiec wyrazi skruchę.
Przygoda z fanem Middlesbrough (11-latek z tupetem) skończyła się w sądzie. Diouf wprawdzie plunął, ale kibic po prostu znajdował się w złym miejscu w niewłaściwym czasie, bo intencją Dioufa było po prostu wypróżnienie jamy ustnej, nie chciał nikomu zrobić krzywdy. Zawartość jamy ustnej stanowiła tym razem woda, co może wyjaśniać wcześniejsze obawy Liverpoolu o niewydolność ślinotokową zawodnika. Sąd uznał tłumaczenia oskarżonego, który za zdarzenie zapłacił w sumie 1 000 funtów (przy tygodniówce 40 000).
Za wcześniej wspomniane wykroczenie drogowe, nasz bohater został pozbawiony prawa jazdy na 12 miesięcy. Diouf postanowił jednak zadbać również o czytelników, którzy poszukują mocniejszych wrażeń. Prawdopodobnie nie chciał być posądzony o dyskryminowanie sądów senegalskich i także tamtejszym prokuratorom dostarczył materiałów do pracy. W nocnym klubie w Dakarze rzekomo uderzył byłą żonę kolegi z drużyny Khalilou Fadigi. Oskarżyciele stwierdzili, że ten skok w bok bez problemu wystarczy na karę 6-miesięcznego pozbawienia wolności.
Sąd nie zdążył jeszcze zastanowić się nad wyrokiem, a piłkarz już ruszył z powrotem do Anglii. Tam w ramach projektu "wyrównywania rachunków" zaatakował (lub nie) własną żonę. Nie zostało to potwierdzone, bo po kilku dniach został zwolniony z aresztu. Równowagi Diouf szukał również w materiałach do książki. Natłok wątków osobistych nie był tutaj wskazany, więc 8 października 2007 roku w wywiadzie dla stacji radiowej w rodzimym kraju stwierdził, że w wieku 26 lat postanowił zakończyć karierę reprezentacyjną. Podkreślił, że nie sądzi, iż zmieni zdanie. Punktem wyjścia do streszczenia ostatnich 4,5 roku z życia reprezentanta Lwów Terangi był jednak mecz przeciwko Tunezji, w barwach Senegalu. Jak to możliwe? 2 dni po ogłoszeniu decyzji o rezygnacji, Diouf został uwzględniony przez Henryka Kasperczaka w kadrze na towarzyski mecz z Gwineą. Co na to Diouf? Oczywiście nie robił problemów. El Hadji po raz kolejny zademonstrował, że jest człowiekiem czynów, nie słów. I wykorzystał w sposób mistrzowski motyw "odejścia i powrotu".
W wywiadzie dla magazynu "Tempo" (18 stycznia 2008) powiedział:
Trener wsadził mnie na konia. Teraz nie mogę sobie pozwolić na żadne numery. W końcu jestem kapitanem.
Kasperczak podjął, na pierwszy rzut oka, dziwną decyzję. Nie rozumiałem jej. Żeby przekonać się co do jej słuszności, wystarczyło mi jednak obejrzenie 45 minut wczorajszego meczu. El Hadji Diouf jako kapitan gra zupełnie inaczej niż mnie do tego przyzwyczaił. W większości meczów, w których go obserwowałem, niespecjalnie lubił rozstawać się z piłką. Tutaj walczył dla drużyny. Było to widoczne na każdym kroku. Senegal zremisował, chociaż po asyście Dioufa i bramce Kamary prowadził 2:1. Może się wydawać, że Kasperczak skutecznie usidlił krnąbrnego napastnika. W takiej formie i przy takim podejściu do gry Diouf może być gwiazdą turnieju. Niepokój budzi tylko fakt, że El Hadji już przez 3,5 miesiąca zachowuje spokój. Najwyższa pora na zwrot akcji. Jego dotychczasowe "osiągnięcia" wskazują, że bliżej mu do reżysera filmowego niż reżysera gry. 27 rok życia to dobry czas na wybór drogi życia. Decyzja wydaje się oczywista. Taki kapitał na bestseller nie powinien się zmarnować. A Hadji pewnie ma jeszcze coś w zanadrzu, prawda?
Piłkarski świat poznał napastnika z Dakaru podczas Mistrzostw Świata w 2002 roku. Wcześniej znali go kibice we Francji. Reprezentacja Senegalu była sensacją turnieju. W meczu otwarcia rozprawiła się z broniącymi tytułu Francuzami, a swój udział w azjatyckim czempionacie zakończyła dopiero na ćwierćfinale. Diouf wyróżniał się, a błysk szczególnie przykuł uwagę Liverpoolu. Po wpłacie 10 mln funtów na konto RC Lens, Diouf przeniósł się do Anglii. Był to głośny transfer. Od tego czasu przeciętni kibice mogliby zdążyć zapomnieć o zawodniku z Senegalu. Diouf w Liverpoolu się nie sprawdził, oczekiwano od niego wyższego poziomu gry. Innymi słowy: zginął w ogromie talentów Premier League. Kibice jednak nie zapomnieli. Diouf im na to nie pozwolił. Wygląda na to, że jest piłkarzem zapobiegliwym i aby móc swobodnie zredagować po zakończeniu kariery swoją autobiografię, postanowił zawczasu zadbać o fabułę dzieła. O wątek główny zadbał nie tylko piłkarz (podczas mundialu w Azji), ale i jego menedżer (po mundialu). O wątki poboczne zadbał już sam El Hadji. Postawił na gatunek sensacyjny. Każdy epizod, wliczając konsekwencje, może być dobrym materiałem na nowelę lub opowiadanie.
Ale zaczęło się od... science-fiction. Bo oto we wrześniu 2002 roku El Hadji Ousseynou Diouf zniknął. Został powołany do udziału w zgrupowaniu reprezentacji Senegalu i wyjechał z Anglii. Tutaj kończą się fakty, a domysły zaczynają budować napięcie. A czyż suspens nie jest tym elementem literatury, który sprzedaje miliony egzemplarzy książek? W 2002 roku klub zawodnika twierdził, że Diouf udał się do Senegalu, żeby zobaczyć się z ojczymem, który umiera na raka. Fani wyłowili go wśród gości restauracji w Dakarze, wygwizdali i zmusili do opuszczenia lokalu. Nasz główny bohater znalazł dla siebie wytłumaczenie: Nie powinienem był być powołany. Gram ostatnio za dużo. Muszę myśleć o klubie. Miejscowa gazeta przebiła wszystkie inne źródła. Według jej informacji, piłkarz spieszył do domu, aby wziąć udział w uroczystościach religijnych. Ten fragment autobiografii może być efektowny. Nikt nie gwarantuje, że czytelnicy poznają prawdę, ale można liczyć na jeszcze bardziej nieprawdopodobną wersję wydarzeń, co nada książce szlif humorystyczny.
Mijają 2 miesiące, przychodzi ochłodzenie. Nie tylko na dworze jest chłodniej, ale i Diouf nie dogaduje się dobrze z trenerem. Mecz z West Ham spędza na ławce rezerwowych. Po meczu klub znowu wydaje oświadczenie w sprawie zawodnika: Diouf nie opluł ani nie plunął w kierunku fanów West Ham. Grupa kibiców z Londynu przeżyła niezwykłe chwile. Ulegli hipnozie, plunięcia nie było. Działacze byli przekonani o niewinności Senegalczyka do tego stopnia, że według niepotwierdzonych informacji zamierzano wydać kolejne oświadczenie: Klub Liverpool FC kategorycznie zaprzecza, że organizm El-Hadji Ousseynou Dioufa wytwarza ślinę. Autobiografia nabiera rumieńców: pojawia się wątek kryminalny, zjawisko paranormalne oraz problem zbrodni i kary.
Minął kolejny miesiąc, opublikowane zostały wyniki dochodzenia policyjnego. Liverpool nadal twierdził, że fanom West Ham wszystko się wydawało, ale przyznał (pośrednio), że organizm Dioufa jednak produkuję ślinę. Policja po miesiącu badań umorzyła śledztwo. Zabrakło dowodu (zapadł się pod ziemię?). Jak dotąd, zło nie zostało ukarane. Czy dobro ostatecznie zwycięży?
Ale kto tutaj jest dobrym, a kto złym? Kolejna dobra cecha powieści - wielowymiarowość postaci. A najlepszym jej odzwierciedleniem będzie wydarzenie z marca 2003 roku. Diouf był grzeczny jak aniołek przez całe 4 miesiące. Podczas meczu Pucharu UEFA nie wytrzymał jednak i opluł na Celtic Park jednego z kibiców gospodarzy zasiadających w pierwszym rzędzie. Po meczu skarżył się, że fan klepał go po głowie, na co zapewne nie pozwoliłby sobie poza stadionem. Celtic za zachowanie kibiców został ukarany grzywną 2300 funtów, Dioufa zawieszono na 2 mecze i pozbawiono dwóch "tygodniówek". Czy to powstrzyma krewkiego Afrykańczyka od uczestniczenia w podobnych incydentach w przyszłości? (Znowu kryminał pełną gębą - zamiast powracającego mordercy lub gwałciciela, mamy nieokiełznanego śliniacza).
Oprócz kilku spotkań w sądzie w sprawie wydarzenia z Glasgow, Diouf zmienił się nie do poznania (na prawie pełny rok kalendarzowy). W klubie prawie zapomnieli o jego przeszłości. Ale tylko dlatego, że Senegalczyk postanowił rozwinąć wątek reprezentacyjny. Jako statystów w epizodach na Czarnym Lądzie upodobał sobie Tunezyjczyków. To oni byli świadkami niezadowolenia El Hadjiego z przebiegu ćwierćfinałowego spotkania Pucharu Narodów Afryki. Złość Dioufa musiała gdzieś znaleźć swoje ujście. Nie była to jednak ziemia, słupek bramki, ani nawet przeciwnik. Piłkarz zaprezentował bezpośredniość i łatwość w nawiązywaniu kontaktów i wyjawił sędziemu spotkania (Ali Bujsaim) całą prawdę. Prawda nie spodobała się nie tylko sędziemu, ale i oficjelom z CAF, którzy nałożyli na piłkarza czteromeczową karę zawieszenia. Potencjalna książka Dioufa zyskuje cechy Biblii - Diouf cierpi za wszystkie grzechy (martyrologia).
Pomimo, że ostatnia przygoda nie dotknęła w sposób bezpośredni Liverpoolu, to nowy menedżer angielskiego klubu Rafael Benitez podjął decyzję o wypożyczeniu, a następnie sprzedaży Dioufa do Boltonu (motyw wygnania). Był to istotny moment w karierze piłkarza, ale nie na tyle istotny, żeby nie można go było podkreślić jeszcze mocniej. Po kolejnym "śliskim" problemie (tym razem opluty poczuł się fan Middlesbrough), przed świtem w niedzielę 30 października 2005 bohater został zatrzymany przez policję drogową. Fanów talentu Dioufa raczej zdziwić nie mógł wynik zdarzenia. Kontrola wykryła obecność alkoholu w organiźmie kierowcy. Wprawdzie wcześniej Senegalczykowi ten problem był obcy, ale jeszcze we Francji zdarzyło mu się wjechać w inny samochód. Pech sprawił, że kierowca tamtym razem nie miał prawa jazdy. Byłem wtedy głupi i niedojrzały - mówił w wywiadzie i zapewne wiedział, że popełnianie wykroczeń będzie jeszcze bardziej kuszące dla wydawnictwa, jeżeli po każdym incydencie pechowiec wyrazi skruchę.
Przygoda z fanem Middlesbrough (11-latek z tupetem) skończyła się w sądzie. Diouf wprawdzie plunął, ale kibic po prostu znajdował się w złym miejscu w niewłaściwym czasie, bo intencją Dioufa było po prostu wypróżnienie jamy ustnej, nie chciał nikomu zrobić krzywdy. Zawartość jamy ustnej stanowiła tym razem woda, co może wyjaśniać wcześniejsze obawy Liverpoolu o niewydolność ślinotokową zawodnika. Sąd uznał tłumaczenia oskarżonego, który za zdarzenie zapłacił w sumie 1 000 funtów (przy tygodniówce 40 000).
Za wcześniej wspomniane wykroczenie drogowe, nasz bohater został pozbawiony prawa jazdy na 12 miesięcy. Diouf postanowił jednak zadbać również o czytelników, którzy poszukują mocniejszych wrażeń. Prawdopodobnie nie chciał być posądzony o dyskryminowanie sądów senegalskich i także tamtejszym prokuratorom dostarczył materiałów do pracy. W nocnym klubie w Dakarze rzekomo uderzył byłą żonę kolegi z drużyny Khalilou Fadigi. Oskarżyciele stwierdzili, że ten skok w bok bez problemu wystarczy na karę 6-miesięcznego pozbawienia wolności.
Sąd nie zdążył jeszcze zastanowić się nad wyrokiem, a piłkarz już ruszył z powrotem do Anglii. Tam w ramach projektu "wyrównywania rachunków" zaatakował (lub nie) własną żonę. Nie zostało to potwierdzone, bo po kilku dniach został zwolniony z aresztu. Równowagi Diouf szukał również w materiałach do książki. Natłok wątków osobistych nie był tutaj wskazany, więc 8 października 2007 roku w wywiadzie dla stacji radiowej w rodzimym kraju stwierdził, że w wieku 26 lat postanowił zakończyć karierę reprezentacyjną. Podkreślił, że nie sądzi, iż zmieni zdanie. Punktem wyjścia do streszczenia ostatnich 4,5 roku z życia reprezentanta Lwów Terangi był jednak mecz przeciwko Tunezji, w barwach Senegalu. Jak to możliwe? 2 dni po ogłoszeniu decyzji o rezygnacji, Diouf został uwzględniony przez Henryka Kasperczaka w kadrze na towarzyski mecz z Gwineą. Co na to Diouf? Oczywiście nie robił problemów. El Hadji po raz kolejny zademonstrował, że jest człowiekiem czynów, nie słów. I wykorzystał w sposób mistrzowski motyw "odejścia i powrotu".
W wywiadzie dla magazynu "Tempo" (18 stycznia 2008) powiedział:
Trener wsadził mnie na konia. Teraz nie mogę sobie pozwolić na żadne numery. W końcu jestem kapitanem.
Kasperczak podjął, na pierwszy rzut oka, dziwną decyzję. Nie rozumiałem jej. Żeby przekonać się co do jej słuszności, wystarczyło mi jednak obejrzenie 45 minut wczorajszego meczu. El Hadji Diouf jako kapitan gra zupełnie inaczej niż mnie do tego przyzwyczaił. W większości meczów, w których go obserwowałem, niespecjalnie lubił rozstawać się z piłką. Tutaj walczył dla drużyny. Było to widoczne na każdym kroku. Senegal zremisował, chociaż po asyście Dioufa i bramce Kamary prowadził 2:1. Może się wydawać, że Kasperczak skutecznie usidlił krnąbrnego napastnika. W takiej formie i przy takim podejściu do gry Diouf może być gwiazdą turnieju. Niepokój budzi tylko fakt, że El Hadji już przez 3,5 miesiąca zachowuje spokój. Najwyższa pora na zwrot akcji. Jego dotychczasowe "osiągnięcia" wskazują, że bliżej mu do reżysera filmowego niż reżysera gry. 27 rok życia to dobry czas na wybór drogi życia. Decyzja wydaje się oczywista. Taki kapitał na bestseller nie powinien się zmarnować. A Hadji pewnie ma jeszcze coś w zanadrzu, prawda?